piątek, 1 marca 2013

Przedwiośnie?

Wygląda na to, że zima powoli wypuszcza nas ze swoich sczerniałych, odmrożonych lodowatych paluchów... 
Teraz czas na przedwiośnie, wyjątkowo polską porę roku, kiedy to nieużyteczna stara materia chce już się rozłożyć i zamienić w życiodajną pożywkę dla zieleni, ale nie może bo nadal skamieniała, trzymiesięcznym mrozem ściśnięta i twarda jak na dnie zamrażalnika walający się tajemniczy szary stary kotlet.


Odwiedzaliśmy "Sadło" kilka razy w ciągu zimy, nawet na parę godzin, żeby tylko zaciągnąć się swieżym powietrzem znad torfowiska, naćpać się otwartych przestrzeni i coś pożytecznego przy tym zrobić. W stodole zbieramy i segregujemy drewno, stare belki, patyki... Na opał i budowę różnych wynalazków, bud dla psów ( salonowce kanapowe też marzą o wiejskim życiu!), ogrodzeń. Ze starych okien z domu powstaną szklarenki. 
Recykling "czego się tylko da" pozwoli na mniejsze wydatki, surowce wtórne są wszędzie, trzeba tylko trochę wyobraźni... 

W stodole tak zwana Stajnia Augiasza pomału zamienia się w przytulne mieszkanko, zamiast kotary jest ściana i drzwi, prawdziwe, z zamkiem. Koza zamontowana, grzeje przyjemnie, ścianka działowo-zaciemniająca została wyburzona siekierami. Nie dla nas BHP!








Jak tylko pogoda pozwoli, ruszą pełną parą prace wykończeniowe, ocieplenie ścian i sufitu, wylanie podłogi. Następny pokój, po drugiej stronie lustra, też powinien dość szybko powstać dzięki magii płyt karton-gips. Także na wiosnę można już pomieszkiwać w stodole, tam gdzie bydlęta kiedyś koczowały. Prace remontowe Starego Domu rozpoczną się też niedługo, pan od dachu zacznie już w maju! Najpierw musimy pozbyć się eternito-azbestowych dachówek, na szczęście gmina wspiera i nie trzeba robić tego metodą pana Józefa i zakopywać gdzieś pod drzewem jak nam doradzał. Pan Józef ogólnie jest kopalnią wiedzy jak i porad, według niego lato będzie późno, bo pszczoły nie spały jeszcze w Listopadzie, ale liczę na omylność naszej sąsiedzkiej Wyroczni...  
 T. uruchomi swoją urodzinową piłę spalinową i wytnie starą jarzębinę wrastającą w dom. Trzeba przyciąć wierzby rosochate, z witek powstaną plecione płoty.
No i ogród, wielkie prace rolne ruszą jak tylko gleba zluzuje, poletko jest zaorane na jesieni, musimy nawieźć gnoju i nawieźć spragnioną ziemię. Czekamy na pierwsze przebiśniegi i żonkile, Kierowniczka Ogrodu szalała późną jesienią z cebulkami tu i tam, liczymy na piękny efekt kwitnących zakątków.
A tymczasem na oknie w Warszawie już wysiane kiełkują po cichu pomidory, papryki, bakłażany i karczochy, cebula... 
Już tylko 20 dni do WIOSNY!!!! CZEKAMY!!!
A tu http://cityandthemountains.wordpress.com/, szczegółowe opisy ogrodniczo-techniczne angielskiego imigranta w Polsce.

czwartek, 22 listopada 2012

Happiness is a warm place

So the first stop on our re-migration to the promised land was a sort-out and a chill-out in a cosy village of Pirton. Hot baths and warm bed, long awaited change from the mold and the cold. 
We had time to get the van and ourselves ready for escaping the Island...




























There was time for some Great-British-ness,
food nostalgia like fry-ups, roast lamb, game pie and venison steaks...
Walks in the countryside, evenings by the fire. 
Also a sample of the village life, I'm a big fan of creative outlets in small communities, just hoping...one day there could be "Knit the village" exhibits in Poland! 


piątek, 26 października 2012

This is goodbye...

So, it has begun, our journey is officially in progress!! 
We've shed the caravan like a snake sheds his old manky skin.
I'm really glad to keep our faithful Bluey the Campervan instead. 




We've rather reluctantly left Cornwall yesterday afternoon, leaving behind the moody salty ocean and a mixture of good and bad emotions, predominantly good, and a great bunch of people who will always and forever be a part of our never-ending story.

czwartek, 27 września 2012

Weekenders...part one



For our third year wedding anniversary T. planned a surprise weekend getaway. It was a true "Best of British" experience!
We arrived at the Moors just before dusk, to a cute B&B filled with art and animals.


After checking in to our lovely room we got down to the ancient village of Meavy, proud of it's humongous Oak tree, which before St Peter’s Church was built in the village in 1122 was known as a Gospel Oak as it was regularly used for preaching. There is now a stone cross in the shade of the tree which is thought to have been put up in the 15th Century. Up to and including the 18th Century, as part of the village festival, the top of the Meavy Oak would have been clipped to make it flat for a platform upon it so that tables and chairs could be assembled for some alfresco celebrations, feasts and dancing!






So, this enormous tree is referred to by locals as “The Royal Oak” – also the name of the cosy Pub next to it, serving great steak with thick cut onion rings and amazing chips... Just what we needed! Bramble cider and hot toddies (whiskey, honey lemon and hot water) to kill my cold...And a huge sticky toffee pudding with clotted cream to complete our Saturday night culinary debauchery.














piątek, 14 września 2012

St Kew Gardening Show


Last weekend we went to the St Kew Gardening Show, it was very serious and competition was fierce! These local shows held in most rural areas are one of my most favourite of the quirky British traditions. From longest parsnip to most yellow egg yolk, the categories vary but offer strict guidelines - you may enter three stems of home grown rhubarb but only a certain length. Three of your most perfect dahlias, in a vase provided by the Committee. It’s not easy to score maximum points if your onions are not shiny enough. I like the anticipation in the room, the judging is held from 11am to 4pm, so much expectation when the door opens to the public and everyone rushes to check how their beetroot and six sausage rolls have placed. I was there, pushing through the wall of senior citizens to see my crochet animals, second place twice, not bad! My winter cushion came third with a complaint of the colors being “wrong”. There’s no room for color blocking in the crochet class! My owl did cause some stir thou!